przepis na szczęście

Wiosenne poruszenie!

Pierwszy dzień wiosny już za nami. Święta Wielkanocne już za nami. Wielkimi krokami nadchodzi prawdziwa wiosna, więcej słońca, zieleni i kolejne zmiany wokół nas. Za miesiąc też już majówka. Cieszycie się?

A jak po świętach? Poświąteczny blues i spadek energii czy raczej wracacie do codziennego życia naładowani energią? Wojciech Eichelberger, wybitny psychoterapeuta i autor wielu książek, twierdzi, że trzy dni wolnego wystarczają do regeneracji energii i wypoczęcia, ale tylko w sytuacji, jeśli nie było się wcześniej bardzo zmęczonym. Jeśli jesteśmy permanentnie bez wypoczynku i jesteśmy wykończeni, potrzebujemy więcej czasu, aby znów nabrać sił. To kolejny argument za tym, żeby regularnie pamiętać o wypoczynku i znajdowaniu czasu na swoje pasje.

Czy jakieś plany w związku z tym Wam się rysują na weekend?

 

Przepis na szczęście – w pracy i poza nią

Drodzy, na co dzień działamy w biznesie, prowadzając badania wewnątrz organizacji, prowadzając dopasowane do firm szkolenia i zajmujemy się wszystkimi działaniami, dzięki którym Klienci oraz Pracownicy firmy stają się jej marki. Stawiamy na takie podejście jak Customer Centricity oraz Szczęście w Pracy. Wierzymy, że zaangażowany i dumny z pracy człowiek może być szczęśliwy na co dzień.

Chcemy również szerzyć wiedzę na temat sposobów na szczęście na co dzień, niezależnie od pracy. Po to powstał blog dla Was, który teraz prowadzimy głównie poprzez naszą fejsbukową stroną Przepis na Szczęście. Zachęcamy do śledzenia strony i dawania nam znać, co sądzicie i jakie treści by Was najbardziej interesowały.

Jeśli macie ochotę dowiedzieć się więcej o naszych działaniach firmowych, to zapraszamy na stronę Piasecka&Żylewicz.

Do usłyszenia!

Konkurs po Tygodniu Wdzięczności

Drodzy, dziękujemy Wam za udział w Tygodniu Wdzięczności. Zachęcamy do przeżycia tego tygodnia w pełni, a następnie wzięcia udziału w konkursie. Napiszcie relację i swoje wrażenia z całego tygodnia w maksymalnie 10 zdaniach. My wybierzemy najciekawszy opis i ogłosimy zwycięzcę. Wygraną będzie książka słynnego znawcy psychologii pozytywnej – Shawna Achora „Before Happiness”, w wersji angielskiej. Nadsyłajcie swoje relacje do 4 grudnia. Wyniki ogłosimy 7 grudnia!

Pozdrawiamy i zachęcamy do dzielenia się ze znajomymi tym wydarzeniem!

TYDZIEń Wdzięczności

Tydzień Wdzięczności – dołącz do misji, która uszczęśliwia

O szczęściu można wiele mówić, ale póki nie przełoży się tego na czyny, to jego ogromna moc nie działa. Jest na to sposób. Jednym z kroków do osiągnięcia szczęścia jest wyrażanie uznania. To ono sprawia, że jesteśmy szczęśliwi.

Czy pamiętacie, kiedy ostatni raz dziękowaliście lub komplementowaliście innych? Warto spróbować!

Wierzymy, że wyrażania uznania można się nauczyć i dzięki temu być szczęśliwszym. Dlatego wraz z Piasecka&Żylewicz rozpoczynamy Tydzień Wdzięczności! Przed nami 7 dni, podczas których wspólnie będzie się motywować do zmiany i uczyć się autentycznie wyrażać uznanie. Mamy dla Was pakiet inspiracji i bardzo nam zależy na Waszym udziale, bo tylko w dużym gronie będziemy mogli wpłynąć na nasze społeczeństwo.

Pokażcie innym, że podejmujecie wyzwanie i dzielcie się swoimi refleksjami z innymi. Dołączcie do wydarzenia tutaj  i kształtujcie świat, w którym żyjemy.

Do usłyszenia!

Jaki związek mają patyczaki z biznesem? – M. Bochińska

IMG_3058

Historia o patyczakach ma wiele wspólnego z biznesem. Za chwilę Wam to pokażę.

Mam w domu patyczaki. Owady, które przypominają patyczki. Widzieliście kiedyś takie? Te owady występują w warunkach tropikalnych, dlatego w Polsce można je spotkać głównie w terrariach w sklepach zoologicznych. Mam dokładnie trzy patyczaki. Lubię na nie niekiedy zerkać i popatrzyć na nie dłużej po tym, jak im włożę jedzenie do dużego słoika, gdzie mieszkają. Z reguły dostają listki bazylii lub sałatę.

Wczoraj wieczorem stało się coś dziwnego. Podpatrywałam akurat patyczaki w trakcie czekania, aż zagotuje się woda na herbatę. Jak wspomniałam – patyczaków są trzy sztuki. Różnią się nie tylko imionami, ale co ważniejsze – różnią się wielkością. Wczoraj największy patyczak przykuł mój wzrok. Leżał tułowiem przy ziemi, tak jakby się położył i zupełnie nie miałby siły. Patyczaki zwykle opierają się na swoim odnóżach, dzięki których chodzą i właściwie nigdy ani ich odwłok ani tułów nie dotyka podłoża. O dziwo jednak największy patyczak ewidentnie leżał. Miał zgięty trochę w nienaturalny sposób „łepek”, czyli tę część ciała, gdzie ma otwór gębowy i oczy. Zmartwiło mnie to, bo wyglądał, jakby miał za chwilę zdechnąć. Pomyślałam, że może jest chory. Ale jak wygląda chory patyczak? Kto by wiedział, jak wygląda chory patyczak, skoro patyczaki żyją kilka miesięcy i po prostu zdychają, jeśli coś im zaszkodzi. Ech, ale mimo wszystko! W moim domu patyczak nie może umrzeć przedwcześnie! Reszta patyczaków spokojnie siedziała sobie tam, gdzie zawsze. Wymieniłam im jedzenie na świeższe, skropiłam słoik wodą, bo lubią wilgoć. Za 5 minut wróciłam podejrzeć wydarzenia w słoiku. Patyczak zaczął delikatnie drżeć, wyglądał jeszcze marniej. Jego głowa zgięła się niemal o 180 stopni w stronę tułowia, chociaż nie wiedziałam, że coś takiego jest w ogóle możliwe!

Wróciłam do pracy przy komputerze, ale ustawiłam patyczakowy słoik na stole, żebym mogła co i rusz zerkać do środka. Po pół godzinie sytuacja wyglądała tak samo, ale nagle zauważyłam jeszcze jedną rzecz – odwłok patyczaka stał się luźny! I nagle mnie olśniło – patyczak „zrzuca skórę”, czyli linieje! Jego bardzo powolne ruchy służyły wydobyciu się ze starej powłoki. Po mniej więcej dwóch godzinach mogłam zobaczyć już „nowe” ciało patyczaka. Jego odnóża tkwiły jeszcze w starej powłoce i patyczak nadal bardzo siłowo próbował się z niej wydostać. Aż w końcu do długiej walce wyciągnął swoje zielone odnóża i łatwiej mu było wysunąć tułów i wyjść. Był już przemienionym patyczakiem.

Dlaczego piszę o patyczakach? Przecież to banalne, każdy przecież kiedyś słyszał o linieniu owadów. Widziałam larwy, potem piękne barwne motyle. Zapewne Wy też. Ale piszę o tym teraz dlatego, że po raz pierwszy raz w życiu przyglądałam się temu procesowi z bliska. Widziałam go na przestrzeni paru godzin. Co jeszcze ważniejsze, nie rozumiałam go na początku, nie wiedziałam, co się dzieje z patyczakiem. Zrzucanie powłoki mnie trochę pocieszyło, ale mimo wszystko widziałam, ile wysiłku musiał ten owad włożył w to, żeby wyjść przemienionym. Piszę o tym teraz, bo chcę się z Wami podzielić tym pięknem natury i skłonić do obserwacji (to swoją drogą świetne ćwiczenie uważności), a także dlatego, że pracuję bardzo dużo z ludźmi, szczególnie pracując w Piasecka&Żylewicz jako project manager przy wielu różnych projektach. Trudno mi więc było nie skojarzyć, że ten proces przemiany wygląda bardzo podobnie u człowieka oraz w organizacji. Zmiana to proces, który na początku martwi („czy patyczak choruje?”), jest bardzo czasochłonny i przede wszystkim energochłonny. Co więcej, nie zawsze może w nim pomóc ktoś inny niż akurat ta osoba, która przechodzi przez zmianę. Ja nie mogłam nagle przemienić patyczaka, bo prędzej bym zgniotła mu tułów, jakbym chciała go wyjąć ze starej powłoki.

Jeśli sądzicie, że to banalne porównanie, to proponuję Wam hodowlę patyczaków. Popatrzycie sobie, a potem podebatujemy.

Zmiana to temat wielu organizacji. Już 19 listopada odbędzie się na ten temat największy w Europie szczyt CFO w Warszawie, organizowany przez ACCA, na którym pojawi się nasz Maciej Żylewicz. O zmianie mówimy też wiele w innych sektorach, pracując na różnych szczeblach w organizacjach. Zmiana to niekiedy proces długotrwały, więc tym bardziej potrzebne jest doświadczenie i rada z zewnątrz. Jeśli Wy także stykacie się z tym tematem i zastanawiacie się nad podejściem do zmiany, to śmiało piszcie. Jesteśmy chętni do współpracy.

O autorce tekstu: Małgorzata Bochińska jest psychologiem i ekspertem w zespole Piasecka&Żylewicz. Pasjonuje ją inteligencja emocjonalna, komunikacja, pamięć oraz popularyzacja nauki. Jej teksty będą się pojawiać od czasu do czasu na Przepisie na Szczęście. 

12345...10...16